WIESŁAW RYMKIEWICZ: Moje związki z Zachtą przy ul. Fitrowej jako oficjalniej pracowni artystycznej państwa Marii i Bogdana Szewczyków były bardzo bogate, szczególnie w końcu siedemdziesiątych i pierwszej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. W latach siedemdziesiątych przychodzili tam młodzi ludzie, którzy starali się rozwijać swoje zainteresowania związane z rysunkiem, rzeźba, grafiką, często przygotowywali się do egzaminu na studia artystyczne. Była to kontynuacja dalszej pracy z uczestnikami zajęć z Młodzieżowego Domu Kultury z ul. Gdańskiej gdzie Pani Maria była instruktorem. Moje drogi życiowe się z Panią Marią się spotkały gdy jako 11 letni chłopak zacząłem przychodzić na zajęcia ze sztuki ludowej. Nie miałem większych zdolności artystycznych jednak zachta stawała się moim drugim domem. Pomagałem pani Marii w różnych pracach prostszych, szczególnie pracach kamieniarskich np. tablicy dla Krystyny Krahelskiej. Szczególnym miejscem na Zachcie był stary orzech pod którym znajdował się stół i ławki dębowe, gdzie przy herbacie lub kawie prowadziło się długie dyskusje, które kształtowały świadomość obywatelską i polityczną wielu młodych ludzi w tym moją. Od połowy lat siedemdziesiątych organizowane były corocznie na Zachcie Środowiskowe kiszenia kapusty. Skupiały one różne środowiska, które ulegały w późniejszym okresie różnym zmianom. Jednak szczególnie po wprowadzeniu stanu wojennego miały on wydźwięk patriotyczny. Dekoracje nawiązywały do karykatur z czasów rządu generała Pinoczeta w Chile wydane przez propagandę radziecką. Na terenie zachty odbywały się wykłady z Tajnych Kursów Naukowych oraz spotkania dla młodych ludzi ze starszymi bohaterami historii jak podporucznikiem Janem Szemrajem uczestnikiem bitwy pod Monte Casino oraz wtedy nam współczesnych jak młodą uczennicą z Włoszczowej Ewą Gunter, która opowiadała o walce o Krzyż w ich szkole.„Stara baba bajki gada, bajka stara baba też” ta fraza to jedna z typowych rozgrzewek głosowych chóru męskiego o nazwie „Sobiepany”. Pomieszczenie Zachty w pierwszej połowie lat 80 -tych były miejscem, gdzie odbywały się próby chóru pod kierownictwem maestro Romana Sobańskiego. Członkowie chóru rekrutowali się z osób, które powróciły z internowania, były aresztowane lub były związane z opozycją antykomunistyczną. Repertuar chóru był patriotyczny, dobierany pod hasłem Ku pokrzepieniu serc np.; „Polak nie sługa” , „ Musimy siać” po jeszcze żywych represjach komunistycznych związanych z wprowadzenie stanu wojennego w grudniu 1981r. Występowaliśmy w kościołach naszej diecezji oraz podczas młodzieżowych wakacji z bogiem zorganizowanych w Horodle. Do chóru wstąpiłem po moim powrocie z wojska w 1984r. Podczas remontu jednego z pomieszczeń na Zachcie musiałem przerywać prace remontowe, żeby nie przeszkadzać w próbach chóru . Z czasem zostałem zaproszony do udziału w próbach chóru gdzie udzielałem się do 1986r. kiedy wyjechałem z Puław.